• Wpisów:32
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 21:04
  • Licznik odwiedzin:1 990 / 656 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nienawidzę wtorków bardziej od poniedziałków. Dzień zaczynam geografią. Nauczycielce nie chciało się prowadzić lekcji, więc musieliśmy robić ćwiczenia. Większość pierwszej godziny lekcyjnej przespałam. Kilka minut przed dzwonkiem babka podeszła do naszej ławki, bo ja leżałam rozpłaszczoną na ławce z zamkniętymi oczami, a koleżanka czyściła sobie z determinacją paznokcie cyrklem. Kazała nam robić te ćwiczenia i sobie poszła. Po prostu kocham szkołę. Na w-f zrobiłam sobie wolne, bo wciąż byłam nieżywa. Dostałam trzecią jedynkę, ale co tam. Skończyłam zajęcia plastyką o 15.10. Nie mam za grosz talentu do rysowania, ale jak coś nabazgram to wychodzi mi jakieś artystyczne coś i jest sześć. Prawdopodobnie powinnam postawić w poprzednim zdaniu przecinek. Nie będę rozkminać, w którym miejscu, bo mi się nie chce. Zawsze mam problem z przecinkami, przez które z wypracowań nie mam szóstek tylko piątki z plusem. Mój jedyny życiowy sukces-piątka z języka polskiego na ten semestr. Niby nic wyjątkowego, ale ja się cieszę. Czasem sobie myślę, co by było gdyby ktoś z moich znajomych przez przypadek trafił na tego bloga. Udostępniłam dużo wpisów prywatnych, na przykład takich jak ten.
We wtorki nigdy nie mam na nic czasu. Zazwyczaj czytam 100 stron dziennie jakiejś książki, a w ten parszywy dzień tygodnia jest to 50 stron, albo i mniej.
Zaczęłam pisać tego posta, żeby dobić dzisiaj 800 wejść, choć wątpię, aby ktoś to przeczytał. Mam pewnie dość dużo słów. Mam wrażenie, że czasem za bardzo się rozpisuję. Nie potrafię pisać streszczeń. Zawsze za dużo słów.
Czytam teraz thiller-"Zimowe dzieci" autora, którego nazwiska i imienia nie pamiętam, a nie chce mi się iść sprawdzać. Jak na razie ciekawie. Po ok. Trzech latach namiętnego czytania, sięgam już po prawie wszystkie gatunki. Zaczęło sie od Harry'ego Pottera, ale o tym może napiszę kiedyindziej. Wydaje mi się, że słowo "kiedyindziej" piesze się razem, ale nie jestem pewna. Mój talent gramatyczny to taka przeciętność, żeby nie powiedzieć słabizna.
Nie wiem, co dalej mogłabym napisać. Żegnam się z w takim razie z Tobą, czytelniku, który istniejesz naprawdę i dotarłeś do samego końca tego niezbyt moim zdaniem dobrego tekstu.
 

 
"– Co robisz? – zapytał Alec, klękając przy migotliwej ścianie więzienia.
(...)
– A tak, przyszło mi do głowy, że poleżę sobie na podłodze i trochę powije się z bólu – odburknął. – To mnie relaksuje.
– Naprawdę? A... jesteś sarkastyczny"


 

 
Jestem znowu szczęśliwa, bo mam książki do czytania. Przez weekend było ze mną zle. Telewizji nie oglądam wcale, a w internatach siedzę zazwyczaj z godzinę. Pałętałam się bez celu po domu przez dwa dni. Nie będę się rozpisywać. Nie wiem za bardzo, co dalej pisać. Pa.


 

 
Na wstępie napiszę, że Pinger się jebie. Posty znikają, nie mogę wstawić zdjęcia.
Przejdźmy teraz do rzeczy. Książkę "Powiedz wilkom, że jestem w domu" Carol Rifka Brunt przeczytałam jakoś na początku 2015r. Nie będę jej recenzować, bo po pierwsze nie chce mi się, a po drugie muszę się jeszcze nauczyć na chemię, której nic a nic nie rozumiem. Tak więc polecam ją wam. Jest jedną z moich ulubionych.


"Życie przypomina zwężający się tunel. W momencie narodzin miał olbrzymie rozmiary. Można było być kim się tylko chciało. Ale dosłownie chwilę później tunel zwężał się mniej więcej o połowę. Jeśli było się chłopcem, stawało się jasne ze nigdy nie będzie się matką i mało prawdopodobne, żeby zostało się manikiurzystka czy wychowawcą w przedszkolu. Potem się rosło i każde zdarzenie sprawiało, że tunel coraz bardziej się zwężał. Złamanie ręki podczas wdrapywania się na drzewo wykluczało karierę miotacza [...]. Złe oceny na sprawdzianach z matematyki odbierały nadzieje na bycie naukowcem. Mijały lata i w końcu życie stawało w martwym punkcie. Było się piekarzem, bibliotekarką czy barmanem. I tyle. więcej"
Carol Rifka Brunt – Powiedz wilkom, że jestem w domu



 

 
Przedwczoraj zniknął mi post. Dzisiaj przed chwilą znowu zniknął mi post. Piszę w takim razie jeszcze raz.
Chciałam napisać, że jestem bardzo szczupła, żeby nie napisać chuda i mam 170cm wzrostu. Szybko biegam, lubię grać w koszykówkę, ale jak kurde mać właczją nam na w-f Chodakowską, to mnie szlak trafia. Nie umiem się zginać, wypinać, robić przewrotów i w ogóle nic z tych rzeczy. Dodam jeszcze, że jak dziewczyna ma ładną figurę, to wyzywają ją od anorektyczek.
 

 
Boże, dlaczego spotkało mnie coś takiego. Chcę książkę!
 

 
Nie sądziłam, że dzień bez książki może być tak nudny. Jak wy żyjecie?
 

 
Brak dobrej książki wprawia mnie w depresję. Nudzę się. Jezuuuuuu!
Jeszcze nigdy nie się tak nie czułam. Przeistaczam się w jakieś zombie.
O mój Boże. Miałam tutaj recenzować książki, a nie pisać pamiętnik.
 

 
Poszłam sobie dzisiaj do księgarni, bo nie mam co czytać. Chciałam zapłacić talonem piędziesięcio złotowym( pisze się to razem czy oddzielnie?). Wybrałam sobie książkę za 39.99( nigdy nie dadzą ceny 40 zł, a potem pytają się czy mogą być winni grosika), ale baba przy księgi powiedziała mi, ze muszę sobie wybrać coś za 50zł, bo nie mogą mi z tego talony wydać reszty. Moje miasto mnie wkurwia. Zasrana prowincja. Jebany wschód. Głupia Lubelszczyzna. Nie mam, co czytać, a w poniedziałek dwie kartkówki z moich "kochanych" przedmiotów. A na koniec semestru mam z matematyki trzy, mimo że z prac klasowych mam 3,3,4,4 z kartkówek 4,3,2, a z pracy na lekcji 5 i 6. Nie rozumiem tego, ze na lekcji rozwiążę wszystko, a na sprawdzianie już nie. Dawno nie czytała fantastyki i dystopii. Przeżuciłam sie na II wojnę światową, czarnych niewolników i filozoficzne książki o życiu. Przez wpadłam w taką jakby depresję. Dzisiaj do drugiej nocy oglądałam polski film-"Dzień świra". Powinni nakręcić znowu coś takiego, tylko o nastolatku. Świetnie bym sie nadawała do tej roli. Nie musiałabym wcale grać. Wszystko byłoby takie naturalne. Zawsze, kiedy idę spać, słucham muzyki. Widzę, że ten blog przeobraża się w pamiętnik. Piszę takim ciągiem bez nowych linijek, bo wszystko to jest spontaniczne. Na koniec powinnam wstawić zdjęcie pięknej, zrozpaczonej dziewczynyny z rozmazanym makijażem i do tego cytat o tym, ze życie jest takie złe itp., itd. Wszyscy to robią. To takie żałosne. I żałosne są te dziewczyny z normalną wagą, co się odchudzają. I te blogi modowe. Dlaczego ludzie lubią modę? To takie beznadziejne hobby. Ja nigdy nie polubię szmat. Mam taką nadzieję. Co dalej pisać? Co dalej pisać? Ale mi się nudzi. Nienawidzę w-f. Jak nie Chodakowska, to ta jebnięta siatkówka. Nie wiem po co są w szkole takie gowniane przedmioty jak technika. Musimy szyć piórniki i robić jakieś hafty matematyczne. Po jaką to cholerę się tego uczymy? Co dalej pisać? Nie wiem. Kończę.
 

 
Nie wiem, co napisać. Wstawiam więc ten cytat. Kto nie czytał książek Cassandry Clare, musi to nadrobić.


"- Czytałam w twoich fusach od herbaty, pamiętasz, Nocny Łowco? Nie zakochałeś się jeszcze w niewłaściwej osobie?
- Niestety, Damo Nieba, moją jedyną prawdziwą miłością pozostaje ja sam.
Dorothea wybuchnęła śmiechem.
- Przynajmniej nie martwisz się odrzuceniem, chłopcze.
-Niekoniecznie. Od czasu do czasu się odtrącam, żeby było ciekawiej."
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Co z tego, że mam 5+ z wypracowań, skoro pracę domową z matematyki odrabiam przez dwie godziny i nie mam czasu na czytanie książek. W roku 2015 przeczytałam ich aż 68, a teraz nazbierało się ich narazie tylko dwie. Czuję zle z tego powodu, ale nie mogę sie opierdzielać, jak robiłam to przez cały semestr. Po feriach zamierzam nie spać na fizyce.




Polecam "Buszującego w zbożu" Salingera. Krótka książka, szybko się czyta i jest świetna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na tygodniu raczej nie będę dużo pisać. Szkoła, lenistwo itp.
Przedwczoraj weszłam na Facebooka i nagle i wszyscy zaczęli wstawiać piosenki Bowiego (tak to się chyba odmienia), bo umarł. Bardzo mnie to rozśmieszyło.
A tak poza tym to nie mam na nic czasu, a raczej nie chce mi się nic robić. Dzisiaj poszłam do szkoły z bardzo przetłuszczonymi włosami. No i co? Kto zabroni?
I jeszcze jedno. Czy tylko mnie śmieszy to, że religie mamy dwa razy w tygodniu, a biologię tylko raz? Ja rozumiem. Ja wszystko rozumiem. Polska to porządny i chrześcijański kraj. Nie ma u nas homo, cały czas się rozmnażamy. Po prostu hetero na 100%. Ale bez przesady.
  • awatar Psujozjeby: Ja wrzucałam piosenki Bowie'go, ponieważ jestem szczerą fanką... A tak wogóle, lubisz go? Tylko tak pytam. Pozdro , Pan Henryk
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Właśnie wróciłam ze spaceru z psem. Postanowiłam przygrzać sobie pierogi. Poszłam na chwilę na komputer. Pierogi się spaliły.FUCK.
  • awatar heath: Ooo nie! Tylko nie pierogi!
  • awatar aKtoToTaki: z checia je zjem lubie przyjarane majlepiej jak wygladaja jak wegiel
  • awatar aKtoToTaki: z checia je zjem lubie przyjarane majlepiej jak wygladaja jak wegiel
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Doszłam do wniosku, że moje wpisy są nudne. Od dzisiaj jestem Eleonorą z psychiatryka. Mam schizofrenię albo coś innego.
  • awatar AsteriaH: Może. Nudzi mi się. Nie mam znajomych@G.N.Luduk:
  • awatar G.N.Luduk: ehh... wydaje mi się czy masz parcie na szkło ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Piszę głupoty, bo chcę mieć więcej wejść.
 

 
Założę nowego bloga. Podam się za dziewczynę z psychiatryka. Będę opisywać każdy dzień w szpitalu i mówić o swoich uczuciach. Dobrze byłoby wrócić do dawnych czasów.
 

 
Dlaczego ludzie czytają blogi z cytatami i ładnymi zdjęciami?
  • awatar DARK TERRITORY: Wolę popatrzeć na ładne dupy albo widoki niż czytać jakieś wypociny o tym co laska wpierdoliła na obiad i ile schudła przez jeden dzień.
  • awatar Folari: Czasami da się tam znaleźć naprawdę dobre cytaty. Ale niektórym ciężko przeczytać coś dłuższego, coś co wymaga na przykład myślenia dlatego głównie wpadają w takie miejsca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mój podręcznik od religii jest zabawny.


 

 

Ostanio wychodzę sobie z psem na dwór. Jestem już prawie na dole klatki schodowej, a tam facet, który mnie przeraził. Mianowicie uśmiech miał jak Andrzej Duda. Wyszedł za mną z klatki. Cały czas się na mnie patrzył i udawał, że kuleje.



Wykonała Cassandra Jean.
 

 



Też wykonała Cassandra Jean.
 

 
Jeśli będę dodawać obrazki z cytatami, będę sławna?






Wykonała Cassandra Jean.
 

 
Dlaczego ulubionym piosenkarzem Hermiony jest David? Bowie dużo.
 

 
Może nie uwierzycie, ale mam zagrożenie z religii na ten semestr. Wszystko olewałam. Nie uczyłam się modlitw, nie prowadziłam zeszytu (ale go kupiłam, taki z hallo kitty), nie kupiłam ćwiczeń. Na lekcjach czytałam książki, np."David Copperfield" (nie polecam) i "Buszujący w zbożu" (polecam). Teraz mam jedynkę. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz nie będę mogła spać na fizyce, żeby zdać. Może wreszcie coś z tego zrozumiem?
 

 
Wygrzebałam jakieś moje opowiadanie z przed roku. Wstawiam to i mam nadzieję, że ktoś przeczyta do końca. Jest niedokończone i mogą być jakieś błędy, ale nie chce mi się tego czytać i poprawiać.




Jeśli dobrze pamiętam byla jeszcze dość wczesna godzina. Co chwila przechodzil mnie lodowaty dreszcz. Mimo ze siedziałem pod kocem, a kaloryfery grzały to trząsłem się z zimna. Nie byłem chory. Nic z tych rzeczy. Po prostu w internacie o tej porze roku zawsze było cholernie zimno. Stary budynek posiadał nieszczelne okna. Silne podmuchy wiatru uderzały w szyby wydając przy tym przeciągłe świsty. Och, zapomnialem się przedstawić. Nazywam się Alek Zieliński i chciałbym wam opowiedzieć pewną, szaloną historię, która przydarzyla mi się w okolicach Bożego Narodzenia.
Zacznę może od dnia, kiedy wyrzucili mnie z mojej trzeciej szkoły. Najpierw wyleciałem z dwóch zwyczajnych Liceów Ogólnokształcących. Za trzecim razem rodzice postanowili wysłać mnie prywatnego liceum z internatem, gdzie mieli mnie pilnować i zdyscyplinować. Właściwie to nigdy bym się tutaj nie dostał gdyby nie mój ojciec. Poważny i szanowany prawnik zawsze ma mnóstwo pieniędzy i znajomosci. W każdym razie wyrzucili mnie znowu.
Dzień po tym, kiedy zostałem wydalony siedziałem skulony pod kocem w swoim pokoju. Przerwa świąteczna zaczynala się za dwa dni. Odpuściłem sobie już całkowicie lekcje. Dyrektor(dobry znajomy mojego ojca) pozwolił zostać mi w internacie i kazał samemu oznajmić rodzinie tę smutną wiadomość. Już dawno bym tutaj nie siedział, w tym zimnym pokoju, ale boję się wrócić do domu. Wiem, ze jestem tchórzem. I łgarzem tez. Kłamię jak najęty. Nawet sobie nie wyobrażacie.
Usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem z ociąganiem i zacząłem rozprostowywac zdrętwiały kark, bo jak zwykle czytałem w nienaturalnej pozycji. Okazało się, ze to Edgar. Chłopak jak zwykle był spocony. Zawsze było czuć od niego na kilometr antyprespirant, a i tak lała się z niego woda. Naprawdę. Kiedy stałeś obok niego nie mogłeś normalnie oddychać.
- Ogorzałka coś od ciebie chce. - powiedział grubym głosem. Koleś był przystojny, bogaty, może tez mądry, ale cały czas się pocił.
- Już idę.
Ogorzałka mieszkał na przeciwko mnie. Sukinsyn z niego. Istny Sukinsyn.
Wszedłem do jego pokoju. Jak zwykle śmierdziało papierochami. Oczywiście był zakaz palenia, ale większość nic sobie z tego nie robiła, a zwłaszcza Ogorzałka. Koleś siedział przy biurku i nawet się nie odwrócił, kiedy przekroczyłem próg. Usiadłem na nie pościelowym łóżku i czekałem. Dłonie zaczęły pocić mi się z nerwów. W szkole zawsze miałem u kogoś przesrane. Starałem nie robić sobie wrogów, być sympatycznym i tym podobne, ale nigdy mi to nie wychodziło.
- O co chodzi?-zapytałem spokojnym głosem. Mimo różnych emocji za każdym razem byłem opanowany. Przynajmniej to mi dobrze wychodziło.
Ogorzałka wstał. Miał na sobie tylko bokserki i biały podkoszulek na ramiączkach. Twarz jego wyrażała smutek. Wyglądał trochę jakby miał się rozpłakać.
- Alek...- wyrażnie było słyszeć, że głos mu drży.
Usiadł obok mnie. Dość blisko mnie. Odsunąłem się trochę, tak na wszelki wypadek.
- Dlaczego uciekasz? - zapytał tym razem grubym głosem, ale nadal dało się wyczuć niepewność i zdenerwowanie.
Patrzył mi prosto w oczy. Ja też mu patrzyłem prosto w oczy. Nie wiedziałem, że miały taki intensywny, zielony kolor. Niespotykane.
- Wywalili cię, tak?
Doprawdy. Co za głupie pytanie. Oczywiście,że mnie wywalili. Wie o tym cała szkoła.
Koleś przymrużył oczy i zaczął się do mnie nachylać. Czym prędzej wstałem z łóżkami ruszyłem do drzwi. Wpadłem do pokoju i zabarykadowałem biurkiem wejście. Wyjąłem walizkę z szafy i zacząłem się pakować. Dlaczego tylko ja mam takie popaprane życie?
Usłyszałem walenie do drzwi.
- Zabić Skurwiela!
Rozpoznałem głos Ogorzałki. Wiedziałem, że tak będzie. Zabiją mnie za pedalstwo. Kiedy się już spakowałem, zacząłem myśleć, co dalej. Mój pokój znajdował się na parterze. Otworzyłem okno. Najpierw wyrzuciłem walizkę, a potem sam wyskoczyłem. Było mi szkoda moich książek, ale raczej odeślą je do mojego domu.
Ruszyłem energicznym krokiem w stronę bramy. Nie wiem dlaczego, ale byłem bardzo szczęśliwy. Czułem podekscytowanie. Na zewnątrz był ziąb. Miałem na sobie tylko dżinsy i bluzę. Lodowaty wiatr przewszywał mnie na skroś. Żeby się ocieplić biegłem. Ręce rozbolały mnie od dźwigania ciężkiej walizki. Czułem, że mam mokre skarpetki. Buty już dawno mi przemokły. Płatki śniegu osadzały się ma moich rzęsach, przez co nic nie widziałem. Wiatr targał moje włosy i luźną bluzę. To musiało się skończyć tylko zapaleniem płuc.
Szkoła znajdowała się na uboczu, z dala od miastowego jazgotu. Musiałem przebiec długi kawał drogi zanim znalazłem pierwszą taksówkę.
Wsiadłem do środka. Facet, który prowadził był już dość stary. Tak na oko blisko sześćdziesiątki. Kiedy byłem gowniarzem i jeździłem z rodzicami taksówką, kierowca zawsze ich zagadywał. Teraz, gdy zdarzy się, że muszę jakąś gdzieś dotrzeć, nikt się do mnie nie odzywa.
- Na Mickiewicza.- powiedziałem.
Mieścił się tam tani hotel. Żadna rewelacja, ale może być. Kiedyś już tam wpadłem. Chodziłem jeszcze do publicznego liceum. Uciekłem z domu i nie wiedziałem gdzie pójść.
Jak podejrzewałem facet ruszył bez słowa. Za natury jestem nieśmiały, aspołeczny i jak już wcześniej wspomniałem tchórzliwy. Kiedy miałem ok. dziesięciu albo jedenastu lat, odezwanie się do obcej osoby było dla mnie dużym przeżyciem. Za każdym razem biło mi serce i się trochę jąkałem. Dziadek, ojciec mojej mamy mówił, ze jestem głupi. Sam skończył tylko podstawówkę i lubił wyzywać innych od głupich, pijaków i innych takich. Chociaż mnie też to się zdarzało. Jeśli chodzi o naukę, to jestem najgorszy. Nie będę sie jednak na razie rozwodzić na ten temat.
Wiem, ze moja mama miała w domu trudno. Dość wcześnie wyszła za mojego ojca, żeby uciec.
Z radia leciała jakaś komercyjna muzyka. Alternatywny pop, czy jakieś tam inne dziadostwo. W każdym razie tego dało się jeszcze słuchać. Gorzej było z tym hip-hopem. Na początku roku szkolnego dzieliłem pokój z takim przygłupem. Bez przerwy puszczał ten hip-hop. Myślałem, że strzelę sobie baranka. W końcu po wielu próbach starań, dostałem własny pokój do dyspozycji. Nikt nie zadawał mi głupich pytań, nie dłubał przy mnie w nosie czy w majtkach.
Facet zatrzymał się w końcu przy obskurnym budynku. Śnieg nadal nie przestał padać, a wiatr nieustannie gwizdać. Było mi cholernie zimno. Zabrałem swoje rzeczy i przeszedłem na drugą stonę ulicy. Wszystko tu było zaniedbane. Nieodśnieżone chodniki, stare i zawalające się kamienice, tani bar z amerykańskim jedzeniem.
W hotelu było ciepło i pachniało odświeżaczem. Zapłaciłem za pokój i powędrowałem do niego. Pomyślałem co może robić teraz moja najstarszy brat.Pewnie śpi. Zadzwoniłbym do domu, żeby z nim pogadać, ale pewnie odebrałaby matka, więc zrezygnowałem.
 

 
Kolejny fakt z mojego życia na życzenie fuck tout.
W piątej klasie podstawówki ukradłam z koleżanką nożyczki chłopakowi, którego nie lubilłyśmy. Właściwie to w tamtym czasie nie lubiłyśmy rzadnego chłopak. Tak więc ukradłyśmy te nożyczki i poszłyśmy do babskiej łazienki, żeby wrzucić je do kibla. Opowiedziałyśmy o tym innym koleżankom. Taka jedna (bardzo głupia) poszła do tego chłopaka i zapytała ironicznie: " gdzie są twoje nożyczki?". Domyślił się, że to my, bo najbardziej dokuczałyśmy ludziom z klasy. Powiedziałyśmy mu całą prawdę. Potem miałyśmy przesrane u wychowawczyni. Taka jedna dziewczyna przyznała się nawet, że na nie nasikała i nauczycielka wydarła się na nią jeszcze bardziej niż na nas. Od tamtego wydarzenia ów chłopak podstawia mi nogę na korytarzach szkoły. Miło wspominam to wydarzenie.
 

 
Kiedy miałam 12 lat wraz ze swoimi koleżankami prowadziłyśmy blog na tym serwisie. Wmowiłyśmy starszym osobom, ze mieszkamy w psychiatryku. Opisywałyśmy tam swoje wymyślone życie. Bardzo dużo ludzi zaczęło nas obserwować. Współczuli nam w komentarzach. Po jakimś czasie przyznałyśmy się. Kocham tamte czasy.
 

 
Jestem tutaj, żeby hejtować innych.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czy istnieją na tym serwisie inne blogi niż te z obrazkami i cytatami, chudniecięm i Volettą?
 

 
Przed chwilą skończyłam wpis, ale się usunął, kiedy otworzyłam drugą kartę. Piszę go, więc od nowa.
Mamy dziś święto. Wolne od szkoły(dla mnie). Ostatnio kupiłam książkę za cholerne 39,99, która mi się nie podoba. Do serii tej wróciłam po dłuższym czasie, bo minął chyba rok. Chodzi mi o trylogię "Mara Dyer". Kupując pierwszą część byłam młodsza i czytałam mniej ambitną literaturę. "Zemsta", bo tak nazywa się ostatnia cześć byłaby dobra, gdyby język był lepszy, a bohaterka inna.
 

 
Wpis pierwszy.
Jest godzina 17.58 szóstego styczna 2016.
Na tym blogu chciałabym opowiedzieć przede wszystkim historię, która przydarzyła mi się w zeszłym roku. Oczywiście nie jestem pisarką. Właściwie to nic ciekawego mi się nie przydazylo, tak jak wam. Ta historia będzie zmyślona. Nie wiem, dlaczego sformułowałam tak trzecie zdanie. W każdym razie opowiem historię i być może będę dodawała recenzje książek, bo dużo czytam. Zależy też czy będzie mi się chciało to robić. Pisanie może być czasem męczące i frustrujące. Ten wpis jest spontaniczny i przed jakąś godziną postanowiłam założyć tutaj blog. Nie mam pojęcia, co dalej mogłabym pisać, więc narazie pożegnam się z wami i wrócę może za chwilę, jutro, kilka dni?